+48 576 749 825 info@zwiatremwlufie.pl

Łucznik WZ-70 czyli polski pneumatyk z Radomia

utworzone przez

O różnych już modelach wiatrówek już pisałem, ale jakoś tak mimo dość częstych z nim kontaktów nie złożyło się abym napisał coś o starym klasyku – jedynej polskiej wiatrówce krótkiej, czyli modelu Łucznik wz-70 – nadeszła pora to zmienić. Myślę, że jest to model, o którym trzeba wiedzieć, bo przez wiele lat był jedyną wiatrówką na wszystkich polskich strzelnicach – a kiedyś było ich zdecydowanie więcej niż obecnie.łucznik wz-70

Radom jest znany z tego, że stąd pochodzą chińskie zupki, chytra baba lubi trzy cytryny, a lotnisko świeci pustkami. Wśród starszych użytkowników pneumatyków i broni znany jest również ze względu na swoją fabrykę broni, z której właśnie w roku 1970 wyszedł model wiatrówki Łucznik wz-70 (znany również pod nazwą PP 70 lub kl.170 jednak to ta pierwsza nazwa się najbardziej spopularyzowała) a także długie wiatrówki, ale o nich może innym razem – dziś zajmiemy się tą wiatrówką, z której strzelał James Bond 😉

Łucznik WZ-70 historia powstania

walther lp53

Historia tego modelu wbrew pozorom zaczyna się nie w Polsce u naszego zachodniego sąsiada, czyli w Niemczech. To właśnie tam urzędował funkcjonował i działał pan Carl Walther, który w 1952 roku skonstruował pistolet pneumatyczny Walther LP53 (Luftpistole LP 53) który zaczęto produkować naprawdę masowo. Była to konstrukcja dość nowatorska i niespotykana wcześniej, bo tłok cylinder i cały napęd sprężynowy znajdował się nie w linii lufy a w rękojeści prawie prostopadle do linii lufy. Wiatrówka została zaplanowana, jako wiatrówka do precyzyjnego strzelectwa, wyposażono ją w precyzyjne wymienne otwarte przyrządy celownicze w pełni regulowane. Wiatrówka się bardzo mocno upowszechniła i spopularyzowała, choć z całą pewnością nie tak jak w Polsce jej kopia.

Pod koniec lat 60 tych w Radomskiej fabryce broni Łucznik powstał projekt polskiego pistoletu pneumatycznego, który docelowo zyskał nazwę WZ-70 (PP 70) o którym dyby powiedzieć, że jest inspirowany niemieckim modelem LP53 to tak jakby nic nie powiedzieć. Łucznik to prawie kropka w kropkę kopia Waltherowskiej konstrukcji odrobinę tylko zmieniona na zasadzie znanej ze wschodu “gniotsa niełamiotsa”. Zamiast wymiennej muszki na lufie wylądowała masywna mucha będąca integralną częścią, pozbyto się profilowaną rękojeść zastąpiono prostymi uniwersalnymi okładzinami z tworzywa, dźwignia popychająca tłok również stała się zdecydowanie masywniejsza. I tak oto tak jak u zachodniego sąsiada LP 53 stał się synonimem pistoletu pneumatycznego tak samo w naszym kraju Łucznik WZ-70 zyskał taką samą renomę i sławę, choć w naszych realiach był on bardziej produkowany, jako “broń” szkoleniowa przede wszystkim dla wojska oraz w celu szkolenia młodych kadr, które w przyszłości miały zasilić szeregi tegoż poborowego Ludowego Wojska Polskiego.

Łucznik WZ-70, czyli konstrukcja wymagająca

O konstrukcji tego modelu oraz jego pierwowzoru już kilka słów nadmieniłem. Cały mechanizm, czyli cylinder, tłok zakończony skórzaną uszczelką, podwójna sprężyna na krótkiej prowadnicy umieszczone były w rękojeści, co sprawiało, że podczas wystrzału tzw. “kopniak” nie powodował szarpnięcia pistoletu przód tył a powodował podrzut góra dół, co sprawiało, że naprawdę celne strzelanie wymagało wprawy od strzelca a przynajmniej z perspektywy obecnych wiatrówek bezodrzutowych napędzanych, co2 czy PCP/PCA tak może się wydawać.

Naciąganie sprężyny następowało poprzez złamanie lufy, która dociskała ramię naciągu będącego jednocześnie kabłąkiem spustu, które to przesuwało tłok aż do chwili zapięcia tłoka na mechanizmie spustowym.

Podczas oddawania strzału powietrze było wypychane poprzez ukośny transfer port wprost do lufy, w której znajdował się już załadowany śrut. Port ładowania doszczelniany był również skórzaną uszczelką tak jak w przypadku tłoka.

Kolejnymi różnicami poza już wspomnianymi pomiędzy Waltherem a Łucznikiem jest inny mechanizm zatrzasku i moduł spustowy wraz ze śrubą regulacyjną.

Wiatrówka była w zasadzie nie do zdarcia, jeśli się o nią zadbało i do dziś można znaleźć w sprzedaży na rynku wtórnym egzemplarze w bardzo dobrym stanie trzymające swoje parametry jakby właśnie z taśmy produkcyjnej dopiero zeszły.

Łucznik WZ-70 nadgryziony zębem czasu

Jak już chyba wspomniałem WZ-70 to konstrukcja, która po pierwsze nigdy nie była planowana, jako konstrukcja do naprawdę precyzyjnego strzelectwa, po drugie odrobinę nie przystaje do obecnych standardów dużo lepszych konstrukcyjnie modeli i można o niej powiedzieć zabytek i będzie to prawda. Taki zabytek warto posiadać i warto się nim chwalić, bo to jednak kawałek historii polskiej wiatrówkologii, który uczył naszych ojców, dziadków a czasem też i co starszych z nas strzelać.

Nadgryzienie zębem czasu modelu Łucznik WZ-70 należy również brać pod uwagę również w kontekście tego, co się z tymi wiatrówkami działo i jak ich użytkownicy je traktowali. W zasadzie każda 70-ka, która do mnie trafia ma jakieś “niespodzianki” w sobie niech tylko wymienię ostatnie kilka sztuk.

Jedna z nich była zaczopowana śrutem – i tu nie byłoby aż takiego zdziwienia gdyby nie fakt, że zakorkowanie wyglądało tak, że pierwsze 3-4 śruciny były ołowianymi grzybkami, potem kilka kulek bb i kolejne kilka śrucin ołowianych – co autor tego “dzieła” miał na myśli nie wiem. Innym znowu razem (i to dość powszechne w różnych starych modelach wiatrówek) w komorze sprężania znajdowałem gwoździe, co jak się można domyślać nie za dobrze służy mechanizmom wewnętrznym wiatrówki. Kolejna z tych, które do mnie trafiły był egzemplarz wyglądający jakby jakiś metalowy pies próbował go zjeść, lufa z zewnątrz poorana dość głęboko, popękane okładziny, a lufa w środku w takim stanie, że nie dało się jej niestety odratować – okazało się, że właściciel zaczopował lufę i aby to naprawić postanowił umieścić wiatrówkę w imadle (bez żadnych gumowych podkładek czy szmat po prostu metal w metal a potem wiertłami i wiertarką oraz drutem i młotkiem oraz rozgrzewaniem lufy próbował ołowiany czop usunąć. Jeszcze jednym dość zaskakującym przykładem był Łucznik WZ-70 (w sumie nawet dwa, więc może w tym jest jakiś sens, którego nie do końca rozumiem) w stanie w zasadzie idealnym, nawet uszczelki skórzane były w przyzwoitym stanie jak na swój wiek, ale … ktoś wpadł na pomysł i odciął/upiłował/zeszlifował sporą część zęba zaczepu blokady lufy, co sprawiło, że podczas oddawania strzału lufa się odrobinę otwierała – po co? Co artysta miał na myśli pewnie nigdy się tego nie dowiemy. 🙂

Łucznik WZ-70 – co z tym Bondem

W sieci od lat można znaleźć tu i tam informacje, że James Bond agent 007 w jednym z filmów używał i strzelał z polskiego Łucznika WZ-70. Niestety to nie prawda, bo ani nie strzelał ani nie z łucznika, ale opowieść i tak jest dość ciekawa.

Podczas sesji zdjęciowej do promocji filmu “From Russia, With Love” (Pozdrowienia z Rosji) z 1963 roku Sean Connery grający wtedy tytułowego Jamesa Bonda miał na zdjęciach, które miano wykorzystać do plakatów występować ze swoim znanym Waltherem PPK. Okazało się jednak, że na plan ten rekwizyt nie dojechał a czas naglił. Fotograf odpowiedzialny za sesję zupełnie przypadkiem miał ze sobą swoją wiatrówkę Walther LP53, którą wręczył aktorowi i kazał pozować. Przedstawiciele wytwórni otrzymali usprawiedliwienie, że to się zretuszuje i na plakatach będzie wyglądał jak PPK (tja 😉 ). Z jakiegoś powodu nie zostało to wyretuszowane i choć James Bond nigdy nie pojawił się w żadnym z filmów o jego przygodach z tymże Waltherem ani niczym choćby trochę go przypominającym to z jakiegoś powodu zdjęcia z tej sesji z modelem LP53 zostały wykorzystane nie tylko w promocji Pozdrowień z Rosji, ale także 3 kolejnych filmów, czyli “Goldfinger”, “Thunderball”(Operacja Piorun), “You Only Live Twice”(Żyje się tylko dwa razy).

Więc jedyne, co możemy powiedzieć posiadając w swoim arsenale Łucznika WZ-70 to to, że mamy w swoim posiadaniu podróbkę tego, co prawie było używane przez Jamesa Bonda ;). Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że tenże Walther wykorzystany podczas sesji zdjęciowej został sprzedany kilka lat (w 2010) temu za sumę 277250 funtów brytyjskich.

Łucznik WZ-70 czy warto i co warto?

Podsumowując trzeba przyznać, że ta wiatrówka jest dość ciekawą konstrukcją i z racji tego, że produkcja już została zakończona i nie zapowiada się, aby w najbliższym czasie z naszego kraju wyszedł jakiś rozsądny pneumatyk (o nowym starym FB Eagle już jakiś czas temu pisałem: FB EAGLE prawie z Radomia) to, jeśli w dobrym stanie – myślę, że warto się nad nim zastanowić. Oczywiście, że nie będzie to wiatrówka, którą będziecie turniejowe tarczki wycinać, ale jako wiatrówka z historią oraz do szeroko pojętej rekreacji z pewnością się sprawdzi. Jeśli posiadacie taką wiatrówkę, która nie strzela lub wydaje się nie działać – to również nie jest problem wystarczy zgłosić się do mnie 😉 i wszystko da się naprawić, a po takim poprawieniu w postaci wymiany uszczelek na albo nowe skórzane albo już takie wykonane z odpowiednich tworzyw oraz wymianie sprężyn – wiatrówka powinna kolejne dziesięciolecia służyć i działać zgodnie ze swoim przeznaczeniem.

Strona do dziś działającej fabryki FB Radom: http://fabrykabroni.pl/

5 komentarzy

  1. Radek

    Problemem ze stosowaniem uszczelek innych jak skórzane jest dno cylindra które przy krawędzi jest zaokrąglone i uklepuje wargi syntetycznych uszczelek.

    Reanimowałem już 3 ze stanu agonalnego, warto, mimo tego że konstrukcja archaiczna i wymagająca od strzelca wiele wprawy.

    Odpowiedz
  2. Piters

    “From Russia, With Love” (Pozdrowienia z Rosji) z 1943 – coś się koledze pokiełbasiło bo film jest z 1963 roku , ale artykuł bardzo ciekawy , pozdrawiam .

    Odpowiedz
    • WiatQ

      Oczywiście że 63. mały babol się wkradł. Dzięki za czujność.

      Odpowiedz
  3. Kaczor

    Ciekawy teks chodź brak mi trochę bardziej precyzyjnych informacji. Zaciekawi mnie i czuję niedosyt. Z chęcią zobaczył bym tarcze z strzelan na 10m z tej wiatrówki. Ciekaw też jestem jaka moc generuje 2-3j?

    Odpowiedz
    • WiatQ

      A jakich precyzyjnych informacji Ci brakuje? Tarcze to nie jest precyzyjna informacja ponieważ musi brać pod uwagę umiejętności lub ich brak u strzelca a to bardzo mocno przekłamuje wynik.
      Co do ostatniego zdania to wiatrówka ta, jak i z resztą żadna inna nie generuje mocy. Wiatrówka generuje energię kinetyczną mierzoną właśnie w Joulach (J) która jest wyliczana ze stosunku wagi pocisku i prędkości z jaką z lufy tenże wylatuje. Sprecyzuj co masz na myśli mówiąc „moc” bo energia 3J to już wiesz.

      Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj również

Pin It on Pinterest

Share This