Konserwacja wiatrówki

utworzone przez

Konserwacja zewnętrzna

Zasada jest prosta – po każdym użyciu, czy „macaniu” karabinka należy go minimum przetrzeć suchą szmatką, a najlepiej szmatką nasączoną przeznaczoną do tego oliwką – PKB, Brunox, Ballistol, etc.

Jak wiadomo, ludzki pot jest substancją dość agresywną i sprzyja powstawaniu ognisk rdzy na elementach metalowych oraz śladów, plam i przebarwień na drewnie i elementach lakierowanych. Dlatego tak ważne jest, aby po każdorazowym użyciu karabinka przeprowadzić procedurę czyszczenia przy pomocy ściereczki z kroplą oliwy.

Przecieramy taką ściereczką elementy metalowe, oksydowane. Można też przetrzeć drewno – oliwa mu nie zaszkodzi, a na pewno pozostawiona warstwa oliwki zabezpieczy łoże przed warunkami zewnętrznymi i właściwościami żrącymi ludzkiego potu.

A co z łożami polimerowymi? Teoretycznie są one bezobsługowe, a w razie jakichś zabrudzeń można je przetrzeć ściereczką zwilżoną wodą z mydłem. Ja mimo wszystko polimery też przecieram ściereczką z oliwką do konserwacji broni, gdyż doskonale czyści powierzchnie i pozostawia ładny połysk.

Konserwacja przewodu lufy

Ogólnie zasada jest taka, że lufa się nie brudzi i nie powinno się do niej wkładać nic innego niż śrut ołowiany.

Są jednak pewne sytuacje, które wymuszają czyszczenie lufy, choć zalecane jest raczej robienie tego jak najrzadziej.

Jedną z sytuacji, która determinuje czyszczenie lufy to zabrudzenia zewnętrzne – piasek, opiłki. Druga to rdza, która może zaatakować wnętrze lufy przy dłuższym nieużywaniu karabinka i pozostawieniu go w wilgotnym miejscu.

Trzecia sytuacja to zmiana rodzaju śrutu. Każdy śrut ma swój specyficzny skład, gatunek ołowiu. W trakcie strzelania śrut pozostawia na gwincie lufy tzw. film ołowiowy, który poniekąd pozwala „dopasować się” lufie do danego śrutu. Z doświadczenia wiem, że zmienianie rodzaju i kalibru śrutu co chwila powoduje tzw. „siewnik”, dlatego bardzo rzadko zdarza mi się zmieniać rodzaj śrutu. A jak mam zamiar tego dokonać, to najpierw czyszczę przewód lufy. A potem strzelam nowym śrutem. Przez pierwsze kilkadziesiąt strzałów może być mało precyzyjnie ze zwiększonym rozrzutem. Z czasem to zjawisko ustaje. W przypadku mojego Air Armsa TX200HC wystarczy około 30 strzałów, aby powróciła celność po czyszczeniu lufy.

Czym czyścić lufę? 

Na pewno nie wyciorami metalowymi z mosiądziu ani niczym twardym. Przewód lufy wiatrówki to nie przewód lufy broni palnej. Wykonany jest z delikatnej stali i bardzo łatwo jest uszkodzić gwint, a wtedy to już kaplica.

Można użyć przecieraków filcowych. Przecierak nasączony WD40 wkładamy do portu ładowania, za nim śrut i strzelamy. Następnie operację powtarzamy jeszcze raz, a potem 2 razy ale z suchym przecierakiem i lufa czysta.

Nigdy nie strzelamy samym przecierakiem, bo to jak strzelanie bez śrutu, co może uszkodzić wiatrówkę!

Drugi sposób czyszczenia lufy i wg mnie lepszy, to przeciągnięcie od wylotu lufy aż do portu ładowania żyłki wędkarskiej z pętelką. Następnie przekładamy przez pętelkę kawałek szmatki nasączonej WD40 lub oliwką do konserwacji broni i przeciągamy ją przez lufę zgodnie z kierunkiem lotu śrutu (nigdy odwrotnie). Operację powtarzamy, aż ściereczka będzie czysta, a następnie przeciągamy suchą ściereczkę, aby nie zostawiać w lufie oliwki, która może negatywnie wpływać na celność karabinka. Można również na koniec przeciągnąć szmatkę nasączoną jakimś odtłuszczaczem, np benzyną ekstrakcyjną lub alkoholem izopropylowym.

Smarowanie mechanizmów wiatrówki sprężynowej.

Mechanizmy wiatrówki sprężynowej należy smarować odpowiednimi smarami. Jakie to są odpowiednie smary – nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Niemniej, muszą one odznaczać się dobrą lepkością, konsystencją i odpornością na obciążenia oraz zmiany temperatury. Nie oszukujmy się jednak, karabinek pneumatyczny to nie kilkudziesięciotonowa prasa. Ten mechanizm nie jest narażony na kosmiczne obciążenia i bardzo drastyczne skoki temperatury i nie wymaga stosowania smarów rodem z laboratoriów NASA. Mówienie o tym, że smary muszą być super-hiper, etc. Z doświadczenia wiem, że wystarczy porządny markowy smar na bazie mydła litowego (Orlen, Mobil, Castrol) o lepkości NLGI2 – NLGI3 lub dobry czerwony syntetyk NLGI1 od Mobila (nazwy nie pamiętam)

Na pewno nie jest dobrym wyborem ani smar molibdenowy, ani grafitowy, ani tym bardziej miedziowy. Te od razu możecie odstawić na garażową półkę.

Za to ja mogę polecić smar Mobilux XHP222 – ma bardzo dobrą konsystencję, odporność na wahania temperatury i wymywanie wodą, choć to ostatnie raczej mu nie grozi.

Warto zaznaczyć, że tego smaru nie będziemy używać do WSZYSTKICH elementów, ale do większości. Do pełnego serwisu będą wystarczyły 3 tego typu substancje:

  • Smar podstawowy, np. ww. Mobilux,
  • Olejek silikonowy lub wazelinowy (ten jest dość palny, więc nie pchać do komory sprężania),
  • Oliwa maszynowa uniwersalna (rzadki olej techniczny) lub – co przynosi jeszcze lepsze efekty – olej silnikowy syntetyczny 5W30 w buteleczce z zakraplaczem.

Mając te rzeczy oraz podstawowe narzędzia, jak śrubokręty płaskie i krzyżakowe, kombinerki, zestaw kluczy imbusowych, etc. Możemy przystąpić do serwisu.

smarowanie sprężyny, prowadnicy.

Sprężyna w trakcie rozprężania po zwolnieniu spustu wpada w drgania, które mogą powodować brzęczenie i wibracje boczne, które są bardzo nieprzyjemnie odczuwane przez strzelca i które – co gorsza – najbardziej wpływają na żywotność celowników optycznych. Aby temu zapobiec zazwyczaj stosuje się odpowiednią prowadnicę z odpowiedniego tworzywa o odpowiedniej długości, ale o tym później.

Pierwszą operacją, jaka ograniczy to zjawisko, jest odpowiednie smarowanie. Na początku sprężynę należy dobrze wymyć z pozostałości poprzedniego smaru/oliwy w benzynie ekstrakcyjnej lub innym rozcieńczalniku mineralnym. Ewentualnie można ją porządnie wytrzeć ręcznikami papierowymi, ale wtedy nowy smar nie będzie miał odtłuszczonej powierzchni i jego zdolność „przylepności” będzie obniżona, przez co w efekcie może „strzepywać się” ze sprężyny i wpadać do komory sprężania, powodując efekt „dieselowania”.

Po wymyciu/wytarciu sprężyny warto sprawdzić jej stan – czy nie ma pęknięć na zwojach i czy jej końce są właściwie splanowane, czyli czy są zeszlifowane na płasko pod kątem 90*. Jeżeli sprężyna jest niechlujnie splanowana, to warto to poprawić na szlifierce, diaxem, czy czymkolwiek innym, co umożliwi taki zabieg. Poprawne planowanie gwarantuje, że sprężyna będzie idealnie w pionie opierać się o prowadnicę i tłok całym obwodem ostatniego zwoju, przez co jej praca się wyciszy, ustabilizuje, zmniejszy się podatność na wykrzywienie i ułatwi jej ruch skrętny, zmniejszając ilość wibracji.

Gdy już mamy gotową sprężynę smarujemy ją smarem podstawowym, np. wspomnianym Mobilem XHP222, przy użyciu pędzelka.

Zasada jest taka „Jeżeli myślisz, że dałeś za mało smaru, to znaczy, że dałeś go za dużo”, albo z angielskiego – „Less is more”. 

Sprężyna ma być cała zwilżona smarem, ale nie może nim ociekać, ani być ulepiona na grubo, bo spowoduje to zmniejszenie prędkości rozprężania sprężyny i strzepywanie smaru. Natomiast wszystkie zwoje muszą być zwilżone smarem od zewnątrz oraz wewnątrz. Ponadto dajemy trochę więcej smaru na końcach sprężyny – tj. na jej czole i „dnie”, aby mogła swobodnie skręcać się na dnie tłoka i na stopce prowadnicy.

Teraz przychodzi czas na smarowanie prowadnicy – smar pędzelkiem, nieco grubiej niż na sprężynie, nakładamy na cały trzpień i stopkę prowadnicy. Następnie wsuwamy prowadnicę w sprężynę i na długości prowadnicy dokładamy troszeczkę smaru między zwoje, aby non stop było smarowanie, gdy sprężyna będzie suwać się po prowadnicy.

Tak samo smarujemy „kapelusz”, jeżeli jest – nieco grubiej na jego czole. No i nie zapominamy o stopce prowadnicy – od spodu również trochę smaru, aby ruch skrętny mógł odbywać się płynnie.

  • smarowanie uszczelki tłoka i gładzi cylindra

Pierwsza zasada – w komorze sprężania nie może być ani grama żadnego smaru, gdyż będzie to powodowało okropne dieselowanie, które w skrajnym przypadku może doprowadzić do zniszczenia tłoka, sprężyny, prowadnicy.

Jest zasada, że cylindra się nie smaruje w ogóle. Dlatego tworzone są uszczelki tłoka samosmarujące, albo o dobrych właściwościach ślizgowych wykonane ze specjalnych tworzyw hydraulicznych lub z domieszką dwusiarczku molibdenu (poznać je można po kolorach – czerwone, zielone, czarne). Jeżeli masz w swoim karabinku oryginalną fabryczną uszczelkę, to warto ją wymienić na jedną z wyżej wymienionych z kilku powodów – mają mniejsze opory podczas poruszania się w cylindrze, lepiej uszczelniają cylinder, gwarantują powtarzalniejsze sprężanie powietrza i stabilność prędkości początkowej pocisku. W skrócie – gwarantują lepszą efektywność i stabilność energetyczną systemu.

Wracając do samego smarowania. Uszczelkę tłoka można zwilżyć olejem silikonowym. Zasada minimalizmu jednak obowiązuje. Kroplę olejku silikonowego nakładamy na palec, a następnie kolistym ruchem smarujemy palcem bok wargi uszczelki tłoka. Zasada nr 2 – na czole tłoka/uszczelki nie może być ani miligrama oleju, tylko na boku.

Następnie wsuwamy nasmarowany tłok do cylindra i przesuwamy nim do przodu i do tyłu, aby rozprowadzić olejek po gładzi cylindra. Wyciągamy tłok z cylindra i wycieramy olejek, który zebrał się na CZOLE uszczelki tłoka. Gotowe, możemy teraz włożyć tłok na swoje miejsce, czyli do cylindra.

W przypadku, gdy tłok posiada ślizgi, je też się smaruje. Jednak są tu pewne reguły. Ślizg przy uszczelce tłoka nie jest właściwie konieczny, ponieważ funkcję stabilizacyjną i centrującą spełnia uszczelka tłoka. Niemniej, jeżeli producent coś takiego stworzył, to w jakimś celu. Ten ślizg smarujemy tak jak uszczelkę tłoka, przy użyciu tego samego olejku i baaardzo oszczędnie.

Natomiast ślizg umiejscowiony w tylnej części tłoka możemy posmarować smarem tym samym, którym smarowaliśmy sprężynę. Niewielką ilość rozprowadzamy pędzelkiem po pierścieniu ślizgowym i gotowe. Tak samo można potraktować smarem trzpień (zaczep) tłoka, aby z poślizgiem wpinał się w moduł spustu. Poza tymi elementami nie smarujemy nic więcej, a już na pewno nie paćkamy smarem całego tłoka – i takie przypadki widziałem…

  • smarowanie elementów spustu

Nie ma co się bać rozbierania modułu spustu w wiatrówkach typu Hatsan, Weihrauch, czy Air Arms. Jest pełno schematów i zdjęć tych mechanizmów i największy laik poradzi sobie z poskładaniem tego do kupy. Natomiast smarować warto, gdyż wygładza to pracę spustu, a to z kolei przekłada się na lepsze wyniki strzeleckie.

Przy okazji rozbiórki spustu można pokusić się również o spolerowanie gładzi zapadek, aby przesuwały się między sobą z jak najmniejszym oporem. Do tego celu najlepiej użyć papieru wodnego 2500 i zeszlifować na mokro te powierzchnie, a następnie spolerować je przy użyciu dremelka z filcem polerskim i chociażby pastą do zębów.

Trzeba jednak pamiętać, że jest to moduł spustu i zbyt nachalna ingerencja może upośledzić jego działanie, co przełoży się na niebezpieczeństwo w postaci samostrzałów!

Samo smarowanie odbywa się przy użyciu tego samego smaru, którym smarowaliśmy sprężynę. Pędzelkiem nakładamy mikroskopijne ilości smaru w miejscach, w których stykają się ze sobą zapadki, nigdzie więcej, aby smar nie sklejał elementów i nie powodował uczucia „gumowatości” spustu. Tak przygotowane elementy spustu składamy do kupy, a na koniec bierzemy oliwkę maszynową/olej silnikowy syntetyczny w butelce z zakraplaczem i wpuszczamy po kropelce oliwki na sworznie trzymające elementy spustu. Gotowe do zamontowania.

  • smarowanie elementów ruchomych – zawias i zatrzask lufy, sworznie dźwigni naciągu, etc.

W tym aspekcie najłatwiej. Oliwka maszynowa/olej silnikowy, o których pisałem wcześniej zakrapiamy po kropelce na wszelkich łączeniach elementów metalowych poruszających się względem siebie.

Nieco więcej uwagi potrzebuje zawias lufy. Otóż należy lufę zdemontować. Na kostce lufy znajdują się zazwyczaj cieniutkie podkładki, które robią za łożyska ślizgowe zawiasu. Ściągamy je, czyścimy dokładnie z syfu, najlepiej benzyną ekstrakcyjną, następnie nakładamy na nie smar z obu stron i wkładamy na swoje miejsce i skręcamy lufę z systemem. Pozostaje jeszcze zatrzask, ale to już sprawa banalna – kropelka smaru i po sprawie.

  • konserwacja elementów gumowych – o-ringi i uszczelki

Z racji tego, że większość smarowideł negatywnie wpływa na elementy gumowe, nie należy uszczelek smarować standardowymi smarami ropopochodnymi. Do smarowania i konserwowania gumy, w tym zabezpieczania przed starzeniem i pękaniem, używa się oleju silikonowego lub oleju wazelinowego. Ja osobiście wolę ten drugi, ponieważ ma on nieco gęstszą konsystencję i utrzymuje się dłużej na smarowanym elemencie. Tak więc kropelka olejku na palec i przecieramy uszczelkę lufy. W przypadku uszczelek umiejscowionych w mało dostępnym miejscu, np. w korku cylindra (jak w AA TX200) można użyć nawilżonego olejkiem patyczka kosmetycznego.

I to tyle 🙂

2 komentarze

  1. vis30

    Super artykuł. Długo nie wiedziałem jak się zabrać za przegląd konserwacje swojego Łucznika kl.187, głównie przez takie szczegóły jak jaki smar użyć i na czym. Tutaj wszystkie moje niepewności zostały rozwiane. Dziękuję bardzo i pozdrawiam.

    Odpowiedz
  2. Armen

    Wszystko ładnie, pięknie. Szkoda tylko, że nie napisałeś, iż do „upchnięcia” z powrotem sprężyny w komorze sprężania potrzebne jest jakieś urządzenie (imadło?), bo ręcznie się tego nie zrobi. Ktoś kto rozbierze wiatrówkę, może być potem mocno zdziwiony.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Masz pytanie? Potrzebujesz pomocy?

Przecieraki filcowe – hot or not?

...

VI Piknik Strzelecki Radom – podsumowanie

...

Mapa wiatrówkowiczów, strzelnic i sklepów oraz serwisów wiatrówkowych

...

Pin It on Pinterest

Share This